Wczoraj wieczorem pomyslalam...taaa pierwszy raz od dawna.
Poczytam.
Ksiazke jakas...
To przygotowalam wszystko co niezbedne do tej operacji:butelke napoju-40%,napoj pomaranczowy do zniwelowania zapachu.
I czytam... czytam- z kazda kartka coraz bardziej fabula mnie wciaga...doslownie
Poczulam sie zmeczona i w okolicy 3/4 butelki zasnelam.Postanawiam ze wroce do lektury rano.
W nocy goni mnie bohaterka po wiezieniu.Popijam ,bo sie zmachalam.
Wracam do lektury rano po zazyciu tabletki przeciwbolowej.
Czytam....i w polowie ksiazki zdaje sobie sprawe ze wiem jak sie skonczy
Ogladalam serial na podstawie tejze jakies 4 lata temu....
Znalazlam sobie hobby.
Jedni zbieraja znaczki,Pan Maz zbiera monetki...
Ja tez juz mam zajecie.
Codziennie rano czekam na listonosza...
Zbiegam z gory co jakies 15 min i patrze czy juz cos wrzucil do skrzynki.
Przez niego Pan Maz nie ma gotowego obiadu,nie posprzatalam i ogolnie brak mi czasu na inne zajecia.
I tak codziennie.Wolne mam tylko w niedziele,bo Pan Listonosz tez czlowiek i musi odpoczac.
slyszeliscie,ze On znowu sie pojawil????
a ogolnie to ja tez jeszcze dycham,nawet bardziej w wersji black,tylko czasu brakuje na pisanie notek.
Cóż,
nie było mnie trochę.
Stosując się do starej maksymy,że podróże kształcą poszwędałam się po świecie.Najpierw włoskie alpy :)
Klimat super,ładne widoczki-w sam raz na fototapetę.
Oczywiście pana Męża zostawiłam w kraju-co będę drzewo do lasu wozić.
Pobyłam ,trochę popracowałam,zaliczyłam nawet wypadek w pracy.
Ale to osobna historia...
Pan Mąż nie bardzo zadowolony że Żona go zostawiła postanowił w ramach zemsty wyruszyć w inną część Europy.
Zawiało Go aż na wyspy.
A,że Żona nie mogła ścierpieć tego,że On może nie daj Bóg wyprawiać rożne rzeczy,wsiadła w samolot i ruszyła do niego.
Pobyła,zobaczyła,stwierdziła że nic złego się nie dzieje i wróciła do PL.
Oczywiście na krótko,bowiem Pan Mąż stwierdził ,że sam nie będzie tam siedział.
I tak od kilku dni jestem w kraju...a za kilka ruszam dalej w świat
...bo co będę tak tu sama siedzieć.
Z partyjnym pozdrowieniem
Zwiększę dawkę nerwosolu.
Tak,bo inaczej nie wyrobie nerwowo i odwiozą mnie w ślicznym ,białym kaftaniku.
A zaczęło się o 7.40 rano.
Podczas nieobecności koleżanki trochę musiałyśmy pelnić funkcję sekretarki.
We trzy na zmianę.
poczta wychodząca,przychodząca takie tam.
I zniknęła jakaś faktura do wysłania.
to było już w piątek.
A wczoraj z wielką furią wpadła ta wariatka z działu obok i zaczęła się drzeć,że moze ona ma pomóc szukać tych faktur,ma dosyć spychoterapii.
Wszystko jest na nią.
Czy ktoś wogóle o niej mówił?
Ja się pytam,o co chodzi?
Ona jest tak zapracowana,wszystko na jej głowie.A do tego jeszcze jest nietolerowana w pracy.
Ciekawe czemu?
Tabletki przestały działać.
Mąż siedzi na kanapie,rozwiazuje krzyżówkę,ja obok przerzucam znudzona kanały w telewizorze.
-Kochanie,może byś mnie przytulił?
Wyciąga jedną rękę,opiera niezdarnie o oparcie kanapy.Przytulam sie d niego,zaczynam głaskać czule.
-No dobra starczy,mówiłaś tylko o przytulaniu.Nie musisz czasem wstawić prania?
-No może i muszę,ale potem.....
Odkłada krzyżówkę i z udawaną złością mówi:
-Przez Ciebie wyszło mi z głowy jak miał na imię ten astronauta,no ten.... e nie ważne.
Siostrzenica jest jak na swoje 3 lata zbyt rozwinięta że tak powiem słownie.
Ostatnio zbyt kręciła się na krześle.
Jako troskliwa ciocia zwracam małej uwagę
-kochanie,uważaj bo spadniesz,potłuczesz się.
Nic,żadnego efektu.
Chwilę po tym donośniejszym głosem
-Zaraz nie wytrzymam,proszę cię uspokój się.
Mała spojrzała na mnie jak na kosmitę i mówi
-Ciotka nie rób siary!!!
No i się stało.
Przyjechałam sobie dziś do pracy.Na marginesie dodam że mam jakieś 50 km w jedną stronę,oczywiście przyjechałam samochodem.Wjechałam w bramę.
Dojechałam do miejsca parkingowego przy ścianie budynku biurowego....... i pomyliłam gaz z hamulcem.
Efekt?
Wgnieciona tablica rejestracyjna,porysowana maska,wgnieciona ściana budynku.
No cóż ... dać blondynce samochód.
Jakieś pytania?????
Mąż przyjechał po mnie do pracy.Ze zdziwieniem patrzę że siedzi na miejscu kierowcy.
-Kochanie (patrzę zalotnie w jego stronę ) przecież w portfelu mam prawojazdy.Dlaczego ja nie prowadzę?
-....A chcesz?
-A duży jest ruch?
-No powiem ci ,że spory.
-eee... to się trochę boję.
I jedziemy dalej w milczeniu.
I nikt nas nie mija,nikt nie wyprzedza.
Pusta droga.
No i po co mi prawko?????
Dnia 13 listopada zdałam w końcu prawko.
A mówią,że 13 jest pechowa.Po raz kolejny w życiu przekonałam się,że to moja szczęśliwa liczba.
Mąż oczywiście zaciera ręce na myśl o imprezkach.
Do tego jeszcze od poniedziałku zaczynam pracę na pół etatu w księgowości,o której mam blade pojęcie.
ale co tam.....
Mąż ostatnimi czasy strasznie się piekli żebym w końcu zdała ten cholerny egzamin.I coraz wyrażniej podaje jedną prostą przyczynę dla której ma to być jak najszybciej.
Jak zrobię prawko to będziemy mogli pojechać na imprezkę do znajomych samochodem,ja nie będę pić ,więc nie wydamy kasy na taksówkę i wrócimy spokojnie nad ranem do domu.A w związku z zaoszczędzeniem kasy będę mogła kupić sobie te zamszowe butki.
Ależ ten mój Mąż jest oszczędny i jednocześnie jak myśli o mnie .
Właśnie wróciłam z wakacji w Egipcie.
Było super,jeśli chodzi o pogodę,codziennie 35 stopni i żadnej chmury na niebie.Ale były też minusy.Ludzie tam mieszkający.Tak nachalni i obrzydliwi że szok.
Na każdym kroku słyszeliśmy pytanie skąd jesteśmy.Jak się tylko dowiedzieli to zaczynali kaleczyć nasz język mówiąc np.Jak się masz kochanie.
Usłyszeliśmy od znajomego taką historię: pewien egipcjanin chciał koniecznie żeby ktoś mu powiedział jak się mówi w naszym języku że kobieta jest piękna.Ten ktoś mu odpowiedział i egipcjanin chodził i do wszystkich polskich turystek mówił :
-szklanka filiżanka.
P.S
Mąż mógł mnie sprzedać za 10 wielbłądów,wystarczyło tylko żeby uścisnął rękę autochtonowi.
......I głupi będzie potem żałował .
Tak przynajmniej opowiada mój Mąż.W rzeczywistości była to kolizja.Jechaliśmy sobie z Mężem nad jezioro,umówiliśmy się tam z całą rodziną na wczasy.Jakieś 40 km od celu przed nami zatrzymał się transporter,my zahamowaliśmy dość gwałtownie za nim.Jadący za nami audi 80 nie wychamował ,walnął nas w tył,my w transportera.Wystraszyłam się okropnie,wyszłam na ugiętych nogach.Ten za nami najpierw chciał wziąć nas na krzyki,że to nie jego wina itd.
Więc stwierdziliśmy że wzywamy policję.
W końcu powiedział że podpisze oświadczenie.
No i się zaczęło.Do tego pisania potrzebny był dowód osobisty,polisa no i prawko Męża.
On do portfela -a tam pusto.Zostawił dokumenty w kurtce.
Jakoś się dogadaliśmy,że najszybciej jak można dostarczymy dokumenty.
Rozjechaliśmy się.Tzn my i Ci z transportera ,bo audi już nie ruszyło.
Jestem dumna z naszego golfika:)
Jedziemy dalej i analizujemy całe to wydarzenie.Mówię do Męża że strasznie się wystraszyłam.
On na to ,że widział w lusterku,że audi nie wyhamuje,za szybko jechał.
Prawie z płaczem mówię do niego,że mógł mnie uprzedzić.
On na to :
-Przecież ostrzegłem
-Taaak?A co powiedziałeś?
-Kurwa mać!
No to mnie ostrzegł,nie ma co.
Mój Mąż o mnie po prostu zapomniał.
Zostawił mnie rano u teściowej,bo miałam w południe jazdę,poza tym dostęp do netu.Zostałam chętnie.
Po 17 mój małżonek dzwoni do mnie i z przerażeniem pyta:
-Kochanie!gdzie ty jesteś?
Ja jeszcze nic nie przeczuwając:
-No jak to gdzie?
-No bo ja jestem w DOMU,a ciebie nie ma...
No to mi ręce opadły,a miał po mnie przyjechać po pracy.
Chyba się znowu obrażę!!